Pani Franciszki Siennickiej z Pływaczewa rozmawianie.

 

----------------------

Opracowanie Janusz Marcinkowski. Pływaczewo-Płużnica 2017 r.

 

Na 90-leciu OSP Pływaczewo poznałem panią Franciszkę z Wegnerów – Siennicką z Pływaczewa. Umówiliśmy się wtedy na rozmowę. Tak się więc złożyło, iż wraz z redaktor „Gazety Pomorskiej” Alicją Kalinowską zajrzeliśmy do niej 12 maja 2017 roku na  - jak się później okazało – bardzo sympatyczną rozmowę o dawnych ludziach i ich sprawach.  Rozmowa z panią Franciszką, w towarzystwie jej córek, sprawiła nam wielką przyjemność.

Nastrój rozmowy o przeszłości podkreślało mieszczańskie, dostojne umeblowanie pokoi rodzinnego domu pani Franciszki – przyznaję, iż lubię te smaki!

 Mimo wieku - pani Franciszka urodziła się 9 lutego 1919 roku w Sierakowie – jest osoba bardzo miłą, łatwo nawiązującą rozmowę, o pogodnym usposobieniu, na dodatek chętnie rozmawiającą o sprawach wsi, zwłaszcza z okresu, kiedy pracowała w klubie Prasy i Książki „Ruch” w Pływaczewie.

 

Pani Franciszka …

 Z tą pracą było zresztą tak: mąż Zygmunt Siennicki [*3.8.1916 ϯ11.02.1997] oświadczył jej w lato 1973 roku, iż mają zaproszenie do państwa Jolanty i Wacława Góralskich w Pływaczewie. Pan domu był nauczycielem i kierownikiem szkoły podstawowej. Nie bardzo było jej to na rękę; miała na głowie pracę w Gminnej Spółdzielni „SCh” w Zieleniu, sporo roboty w domu i w gospodarstwie, w którym były krowy, świnki, kury i kaczki… W końcu jednak do pp. Góralskich się po prostu poszło i tyle! Przy miłej rozmowie dała się na tą pracę namówić na „proszonej kawie” u pp. Jolanty i  Wacława Góralskich  począwszy od sierpnia 1973 roku.  Polska sieć domów kultury i księgarni Kluby "Ruchu" były organizowane na wsi w latach 60 i 70.

Kroniki Klubu Prasy Książki „Ruch” zostawiła odchodząc na emeryturę w roku 1990, czyli w roku likwidacji koncernu RSW Prasa Książka Ruch.

Z tą pracą w „Klubie…” nie było tak prosto. Praca była przez cały tydzień od godz. 14,oo do 22.oo, i to w soboty i niedzielę także. Wolny był poniedziałek. Jeśli trzeba było zastąpić Franciszkę w „Klubie..” szedł mąż Zygmunt Siennicki, albo któraś z córek. Taka praca to powołanie. Wiele stron prywatnego życia trzeba temu publicznemu działaniu podporządkować – to także trzeba lubić! Pani Franciszka uważa, iż z młodzieżą, która gremialnie przychodziła do „Klubu…” można było się dogadać.

 

 Franciszka Siennicka w swoim Klubie…

Trzeba było znaleźć do nich drogę i umiejętnie nimi kierować, uwzględniając ich potrzeby. Dzisiaj żal je trochę tej części młodzieży, która woli „spacery na przystanek” niźli odnaleźć drogę do placówek kulturalnych.

 Jest więc starsza od strażackiej organizacji o całe 8 lat. Stąd też wielkie było zdziwienie seniora strażaków  Melkowskiego,  kiedy pod koniec lat 70 tych zwróciła się do niego, aby wspomógł jej w zbieraniu materiałów do strażackiej kroniki, która chciała zacząć pisać, na co strażak wyciągnął starą fotografię, którą ku jego zdziwieniu prawidłowo odczytała.  Pani Franciszka jest wnuczką pływaczewskich karczmarzy,  Szczepanowskich, którzy budynek, wraz z 9 hektarami ziemi odkupili od niemieckiej rodziny w 1886 roku, co wówczas był czynem wielce patriotycznym, bowiem każdy kawałek polskiej ziemi odkupiony od naszych zaborców wpisywał się do chwalebnych, narodowych czynów!

Pani Franciszka i jej mąż zaraz po ślubie mieszkali w kilku majątkach PGR, gdzie małżonek Zygmunt Siennicki pełnił funkcje kierownika. Na początku był więc Kiełbasinek potem Słoszewy pod Brodnicą..

Ten dom, to już jeden z ostatnich na wsi mających duszę. Domy te to stylizowany niemiecki neogotyk. W dużej mierze jest to pamiątka po niesławnej Pruskiej Komisji Kolonizacyjnej i pruskich czasach w ogóle! Szczepanowscy kupili go od niemieckiej rodziny w 1886 roku. Prowadzono tu karczmę, którą oni sami nazywali oberżą.

 

W ówczesnych w karczmach można było coś zjeść, przekąsić; śledzika, jajeczko, kawałek kiełbasy i ze znajomym wypić bombkę dobrej wódki, czy też w zimowy wieczór ciepłej herbaty. Miejsce to nadawało do spotkań, zebrań różnych organizacji, wieczorków, zabaw, a także już w wolnej II RP miejscem obchodów, występów amatorskich teatrzyków i państwowych świąt.

Karczma Szczepanowskich, potem Wegnerów (rodziców pani Franciszki) funkcjonowała w Pływaczewie od wspomnianego jej zakupu do września 1939 roku. W powojennej rzeczywistości odgrywała inną rolę, chociaż także przydatną dla tej wiejskiej społeczności.

 

Franciszka Siennicka ze swą kroniką notującą wiele faktów z życia wsi, ludzi, organizacji i samorządu wsi…

 Między innymi wspomina, iż w 1978 roku odbyło się walne zebranie miejscowego Koła Gospodyń Wiejskich. Dosyć długo trwało poszukiwaniu chętnej pani, która zgodziłaby się wziąć przewodniczenie Kołu. Padło więc na panią Franciszkę, która po krótkim wahaniu pełnienia funkcji tej się podjęła. Był to wtedy trudny okres w życiu wsi. Społecznym sumptem budowano remizę strażacką wraz z salą na świetlicę wiejską, z zapleczem do prowadzenia działalności kulturalnej. Pod ten obiekt poszło nawet trochę ziemi z gospodarstwa Siennickich. Wcześniej, przed jej budową mieszkańcy mogli zbierać się w szkole lub w dawnej oberży, w której urządzono <Klub Prasy i Książki „Ruch”> Pani Siennicka mówi, iż od czasu do czasu w ich domu, gdzie za ścianą był „Klub” bywało bardzo głośno. Zabawy trwały nieraz do samego rana.

Na otwarcie remizo-świetlicy w 1978 roku szefowa miejscowego KGW Franciszka Siennicka umyśliła z paniami ufundować strażakom strażacki sztandar. Trzeba było się trochę nachodzić, aby zgromadzić 20 000 zł. Kiedy zabrakło 4 000 napisała wnioski do kilku „sponsorów”; do mleczarzy, do hodowców bydła mlecznego i reszta pieniędzy się znalazła!

Zdjęcie z dnia 6 maja 2017 roku z 90 lecia OSP Pływaczewo.

 

Pani Franciszka Siennicka z córką Ewa Jackowiak wręczyły prezesowi Zenonowi Zarembskiemu „starą kronikę OSP”,

 

Z tą kroniką strażacką było tak. Po objęciu świetlicowej roboty w „Klubie…” zastanawiała się na tym co mogła by poza swoimi zawodowymi obowiązkami zrobić dla miejscowej społeczności. Wypadło jej, że może warto zbierać dokumenty, fotografie dla miejscowych strażaków. Rozpoczęła więc kwerendę, zbieranie. Była między innymi u seniora strażaków u Melkowskiego, który bardzo się zdziwił, kiedy prawie bezbłędnie rozpoznała starą, przedwojenną fotografię z widniejącymi nań strażakami założycielami pływaczewskiej OSP. Niektóre oryginały tych starych zdjęć powędrowały do Muzeum Etnograficznego w Toruniu. Tam też znajduje się przedwojenna remiza strażacka z Pływaczewa, żywcem tam przeniesiona!

 

Przedwojenne zdjęcie strażaków z Pływaczewa.

 

 

-------------------

W naszej rozmowie z p. Franciszką uczestniczyły; córki Maria Wittstock i Ewa Jackowiak, oraz jej wnuczka Hanna Wittstock, której serdecznie Dziękuję za pomoc i zdjęcia niezbędne we wzbogaceniu  tegoż opracowania.